niedziela, 9 listopada 2014

Wpis IV

Pov. Paulina.


Gotowałam właśnie obiad,kiedy usłyszałam głośne syknięcia z salonu.Zostawiłam wszystko co było na kuchence i poszłam sprawdzić co się dzieję.W salonie siedział na kanapię pobity Marco.Na jego twarzy zauważyłam liczne rany oraz lekkie zadrapania.Podeszłam do niego.Popatrzyłam mu w oczy.
-Marco..?-zapytałam niepewnie-Boże..Co Ci się stało..?Przecież mówiłeś,że jedziesz tylko na trening.
Nie podobało mi się to wszystko.Od kiedy mieszkam u Marco zrobił się dziwny.Wracał późno,odzywał się do mnie agresywnie.Po prostu od jakiegoś czasu...Bałam się go.Strasznie.Nawet jak coś powiedziałam,podnosił głos.Dotknęłam lekko jego skroni gdzie wypływała skrawkiem krew.Mocno zacisnął zęby i zamknął mocno oczy.
-Przepraszam..-szępnęłam cicho i przejechałam kciukiem po jego skroni.
-Jacyś chłopcy nas dopadli..Tutaj robi się niebezpiecznie.Musisz uwarzać.-Czułam,że moje serce zaczyna mocno bić.Moje myśli były straszne.Przechodziło mi tylko jedno do głowy.John i jego gang..
-To moja wina.-wstałam z kanapy-Rozumiesz?!To moja wina!-zaczęłam płakać i krzyczeć na cały dom.
-Paulina..Spokojnie..-okrył mnie swoimi ramionami,aby mnie uspokoić.Przyznam.Przy nim czułam się bezpiecznie.Może byłam psychiczna,ale teraz bałam się o niego.John był niebezpieczny,a jeśli ma ten sam gang co kilka lat temu...Rok temu...Pamiętam to jak się chciał do mnie dobrać.To było obleśne.Cały czas myślał,że mogę być jego zabawką.
-Co się stało..?-szepnął mi we włosy,przez to przeszły mi ciarki.
-John.-powiedziałam ostro-On Ci to zrobił.Nie rozumiesz? On mnie szuka.-W tym momencie właśnie wszystkiego mi się odechciało.Szybko potrzęsnęłam w boki głową roziewając w tym myśli.Kiedy miałam przed twarzą obraz Johna od razu chciało mi się wymiotować.Usiadłam na kanapie razem z Marco.Dalej się wtuliłam w niego,to dało mi poczucie bezpieczeństwa.Czułam się,że nikt nie może mnie zabrać czy nawet zrobić mi coś złego.Chodziło mi o skrzywdzenie.John jest do tego zdolny...Przemyślenia przerwał mi dziwny zapach.Cholera.Przecież gotowałam,a nie miałam czasu,żeby wyłączyć kuchenkę.Marco szybko wstał i pobiegł do kuchni.Otworzył okno.
-Cholera! Mojego auta nie ma!-krzyknął.
-Co?-podniosłam się z kanapy i poszłam do kuchni.-Przecież...

Pov.Marco.
-Marco..Przepraszam...-powiedziała cicho-To wszystko moja wina..Nie powinnam się już odzywać.-popatrzyła się na mnie kiedy przygryzłem wargę i się do niej uśmiechnęłem.-O co chodzi?-zmarszczyła czło w znaku nie zrozumienia.
-Jesteś taka niewinna.-powiedziałem cicho-Niech ten chuj sobie weźmnie te auto..Nie będzie mnie denerwował.Na drugi raz dowie się jaki to ja jestem,wtedy to już mu tego nie daruję.-powiedziałem ściskając pięść.
-Marco..Proszę Cię..Nie warto z nim zaczynać,on jest agresywny i groźny..-cała wtedy się trzęsła kiedy usłyszała ode mnie słowa w znaku Johna.-Nie warto.-powiedziała szeptem.
-Muszę zadzwonić do Marcela,żeby mi porzyczył auto..-wyciągnęłem z kieszeni telefon i wybrałem numer do mojego przyjaciela,po dwóch sygnałach odebrał mój przyjaciel Marcel.
-Siema Stary!-wydarł się do słuchawki.
-Siema Marcel.-powiedziałem spokojnie śmiejąc się cicho.-Nie drzyj się tak,bo jeszcze kogoś przestraszyc tak jak ostatnio w galerii.-zaśmiał się.
-Serio..?Reus!Musiałeś mi przypomnieć o tej lasce..?-przęciągn


sobota, 1 lutego 2014

Wpis III

                                                



Drogi Pamiętniczku...

Właśnie dzisiaj wychodzę ze szpitala.Będę musiała poradzić sobie sama.Tylko sama. Siedziałam sobie na łóżku, moje nogi nie dosięgały podłogi. Machałam nimi w przód i w tył. Przegryzałam dolną wargę,aż do momentu kiedy poczułam,że krew spływa mi po podbródku. Udało mi się zlizać trochę krwi. To ugojiło mi moje spragnienie.Do mojej sali weszła pięlegniarka. Nie wiedziała co ma robić.Bała się mnie?Możliwe...Marco...Powiedzmy, że można go nazwać 'Wybawicielem'...Nie rozmawiałam z nim i nie widziałam..nie chce...Jeśli by nawet z nim bym pogadała...nawet sobie tego nie wyobrażam...To nie jest męźczyzna dla mnie..Nie miał by ze mną życia...Z taką dziewczyną jak ja...Chociaż potrzebowała bym z kimś pogadać,wyżalić się ale chyba to nie jest odpowiedni chłopak.Siedziałam sobie w sali tak samotnie...Właśnie to co lubiałam...Cisze...Mogłam wtedy uświadomić sobie właśnie moje życie.Kiedy właśnie człowiek zamyka się bardziej w sobie...Potrafi nic nie mówić.Mało jest dla niego ważne.Ciszę przerwał mi niestety mój lekarz.Miły facet można powiedzieć,że chciał najlepiej dla swoich pacjętów.Podszedł do mnie ze spojrzeniem dowiedzenia się ode mnie co mnie tak najbardziej męczy...Przez te dni próbował się ode mnie dowiedzieć co w życiu przeszłam,ale nie chciałam do tego wracać na samą myśl przychodzą mnie o ciarki...Czy kiedy moi rodzice by żyli moje życie by miało nadal sens?Teraz nie mogę tego powiedzieć,bo w ogóle nie ma sensu...Cały czas się okłamuję...i ten pieprzony nie szczery uśmiech do ludzi.Udaję przy nich szczęśliwą a tak nie jest...
-Pani Paulino-Odezwał się lekarz i pomachał mi ręką przed oczami
-Tak Panie doktorze?-Odezwałam się zachrypniętym głosem
-Tutaj ma pani wypis ze szpitala-Podał mi kartkę-Myślę,że już tu pierwszy i ostatni raz panią widzę-Uśmiechnął się do mnie i wyszedł
-Panie doktorze-Wstałam i podeszłam do niego-Dziekuję za wszystko co pan zrobił dla mnie-Uśmiechnęłam się do niego a on to odwzajemnił.Ubrałam na moje zimne nogi skarpety,które pielegniarki mi dały a na nie moje buty.Potem założyłam szalik i czapkę a pod koniec kurtkę zimową...Przyszła zima...Nie lubiałam tej pogody...Ciagle było zimno.Mogłam złapać kaszel i katar...Wyszłam ze szpitala.Poczułam dreszcze.Skierowałam się do parku.Szłam sobie gdy zobaczyłam jego...Nogę miał położoną na ławce i się rozciągał.Był ubrany w dres i to ciepły bo lata nie mamy.Chciałam szybko zawrócić,ale podbiegł do mnie i złapał mnie za zimną dłoń.Przgryzłam wargę i się do niego odwróciłam,spojrzałam mu w oczy.
-Proszę puść...-Powiedziałam cieńkim głosem i zrobił krok w przód na co ja zaregowałam i odsunełam się od niego,bałam się jego bliskości
-Ale...przecież ja jeszcze nic nie zrobiłem-Można słyszeć,że miał lekką hrypkę i znów mi chciał zepsuć dzień
-Marco proszę...-Poprosiłam jeszcze raz ale tym razem tonem błagalnym.
-Dobrze-Puścił delikatnie moją dłoń,którą trochę nagrzał gorącem-Co robisz tutaj sama?-Zapytał rozglądając się po parku ja natomiast oblizałam usta,kiedy skończył rozglądanie znów popatrzył na mnie.
-Wyszłam dziś ze szpitala-Stałam tak jakby przyklejona do podłogi.
-Gdzie teraz wrócisz?-Spoglądał na mnie a ja miałam głowę skierowaną na ziemię,potrzedł bardziej do mnie i podniósł mój podbródek dwoma palcami,które byłe zimne bo czułam to.
-Nie wiem...-Westchnęłam i poruszyłam rękami-Może zrobię z czego wszyscy by się ucieszyli...-Szepnęłam a ten się patrzył na mnie z niedowierzaniem-Tyle,że mój 'wybawiciel' się zjawił-Przewróciłam oczami
-Masz mi za złe?-Spojrzał w moje oczy byłam jak zahipnotyzowana dziewczynka,która widzi lalkę w sklepie.Czułam jego oddech na swojej twarzy.
-Szczerze?Tak...-Westchnęłam i było mi coraz zimniej bo zaczęłam się trząść.-przez Ciebie muszę dalej się tutaj męczyć...-Wypowiedziałam a w moich oczach pojawiły się łzy.
- Życie nazywasz męczarnią?

- Tak.. dla Ciebie to przyjemność, dla mnie karą...
- Przecież życie to dar... Pola.. chodź do mnie na herbatę..-Uśmiechnął się
- Nie.. nie chce żebyś znowu mi pomagał, masz swoje życie bezproblemowe.. ja to jakby nie patrzeć problem...
- Nie mów tak..-Syknął.
- Przecież mówię prawdę.. nie lubisz jej?

- Wręcz przecwinie... gardzę kłamstwem, ale ty jesteś prawdziwa bez jakich kolwiek słów...
- Tsaa...Pójdę już..-Obruciłam się i szłam drogą.
- Zaczekaj!-chwycił mnie za przedramię kiedy odchodziłam.
- Auć...-Syknęłam z bólu-Uważałby szanowny pan...-Powiedziałam przgryzając zęby.
- Przecież ja Cię tylko złapałem...-Tłumaczył się.
- Dla Ciebie to tylko uścisk, ale mnie jakby ktoś wbijał się w moją pokaleczoną skórę...-Wytłumaczyłam.
- Przepraszam, nie pomyślałem...
- Nie przepraszaj.. robisz to ciąglę, a ja nie mam ochoty cały czas Ci wybaczać...

- A co powiesz na gorące kakao? -Uśmiechnął się zalotnie
- Daj sobie spokój... muszę znaleźć sobie jakiś dom i najlepiej pracę...
- Dom masz u mnie.. a pracować też możesz u mnie..-Uśmiechnął się i dotknął mojego zimnego policzka,który się zrobił ciepły
- Tsaa.. lecę Ci usługiwać...-Powiedziałam z pełnym sarkazmem
 -Nie musisz mi usługiwać-Wyszeptał
- Jasne.. a co niby miałabym robić? Gotować obiadki?-Zaśmiała się pod nosem
- Dlaczego nie robisz tego częściej?-Popatrzył mi w oczy a ja nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Tego znaczy czego?-Poczuł mój oddech...
- Dlaczego nie uśmiechasz się częściej?
- Może nie mam powodów?-Cały czas patrzyłam mu w oczy.
- Każdy powód jest dobry...-Zaśmiał się
- Podaj przykład...
- Pomyśl, że teraz ktoś ciągnie drzwi na których napisane jest pchać...-Zaśmiał się
- Ale przecież to głupie..-Uśmiechnęła się
- Głupie, nie głupie ale się uśmiechnęłaś.. miałem rację?
- To dziwne, ale tak...To co z tą pracą?-Spytałam
- Praca, praca.. ej która godzina?
- Coś po 12...
- Cholera!-Krzyknał,a ja podskoczyłam z miejsca-Spóźnie się na trening!
- Jaki trening?-Zapytałam cicho
- Jeśli teraz zgodzisz się u mnie zamieszkać, połowa domu jest twoja...

- Zgadzasz się?-Dodał...Nie umiałam odpowiedzieć w mojej głowię siedział tylko on..znów się pojawił i znów to musiał zepsuć.Jak myślisz mam się zgodzić?
******************************************************************************************************************************************************************

Mamy kolejny kochani :D Nie mam humoru,aby wam mówić dlaczego nie było rozdziałów po porstu na to nie mam czasu ani takiej chęci.Macie rozdział myslę,że zaliczycie go do udanych.
Wczoraj Borussia wygrała 2-1.Strzelec dwóch bramek do Auba.Danke <3 Do następnemego razu.
KOMENTUJCIE!Chce widzieć ile was tu naprawdę jest ;c

środa, 8 stycznia 2014

Wpis II

Drogi Pamiętniczku....
Czułam,że odchodzę...Unoszę się do bram,które mają mnie powitać w nowym świecie.Oczy miałam zamknięte,ale czułam,że mogę przez nie wszystko widzieć....Jednak jedno nie dawało mi spokoju...Wszystko czułam a na dodatek było mi zimno i otaczał mnie zapach lasu i...perfum.Dlaczego ja czuję perfumy?Na dodatek męskie i na dodatek takie...boskie.Niepewnie otworzyłam oczy i nie wierzyłam w to co zobaczyłam...to ten sam las,w którym było to jezioro.Nagle usłyszałam głos,głos który wprawił mnie w przyjemne ciarki,które przyprawiły mnie o szybsze bicie serca i złość.Pewna myśl nie dawała mi spokoju.Czemuj ja wszystko słyszę i...czuję wokół siebie.Niepewnie otworzyłam oczy,ale pożałowałam tego.Jasne światło strasznie raziło w oczy.Cicho jęknęłam.Usłyszałam dźwięk kliknięcia.Otworzyłam oczy pewniej.Zobaczyłam nad sobą męźczyzne w białym uniformie.Wyciągnął małą latareczkę i zaczął mi świecić w oczy.Mówił coś do kogoś obok,nie wiem bo koncentrowałam się na poczynaniach lekarza.Po badaniach odezwał się do mnie

-Jak się pani czuje?-Spytał z troską.Miły nawet
-zi-zi-zimno mi-Odpowiedziałam trzęsąć się z zimna
-To jest typowe przy takich wypadkach.Niech się pani cieszy że był ktoś obok i od razu zainterweniował
-Tak zniwieszczył ten ktoś moje marzenie-Powiedziałam w myślach.
Moje myśli krążyły wokół tego co się działo dzisiaj.Smutno mi się zrobiło że byłam tak blisko tego,czego pragnęłam od dawna.Moje przemyślenia przerwał lekarz. 
-Zostawimy panią jeszcze na obserwacji przez parę dni a teraz proszę o podanie danych personalnych.
Po podaniu informacji zawieziono mnie na pojedynczą salę gdzie mogłam cieszyć się samotnością.
Po chwili dałam upust swoim emocjom i zaczęłam płakać obejmując kolana.Nagle usłyszałam pukanie, wszedł do mojej sali wysoki blondyn który w ręku trzymał jakieś zakupy.W jego oczach było widać ulgę i ciekawość.Przerwałam ciszę wycierająć łzy
-Pan chyba sale pomylił-Powiedziałam to szybko i bez uczuć.Jednak on nie miał zamiaru odpuścić.
-Czy ty chciałaś się zabić w tym jeziorze?
Nagle sobie przypomniałam słowa lekarza "Miała pani szczęście że ktoś był pobliżu i panią uratował"Milczałam jak zaklęta.Chłopak nie dawał za wygraną.
-Powiedz mi po co ty to chciałaś zrobić dziewczyno?.Spytał tym razem spokojniej.Świeże łzy ciekły mi po policzkach
-A ty czemu nie chcesz tego zrobić?!.Niemalkrzyczałam przez łzy.Co on sobie myślał wogóle.Odpowiedział po chwili
-Żeby żyć...
-A widzisz!A ja chcę to zrobić bo nie chcę żyć rozumiesz?!Nie mam po co,dla kogo,nie mam po co żyć!!!-Czułam narastający ból w moim sercu.Po chwili zaczęłam znowu głośno płakać.Chłopak długo się nie wahał i podszedł do mnie ,żeby mnie przytulić.Na początku go odepchnęłam ale chłopak okazał się silniejszy i złapał mnie za nadgarstki na których widać było moje blizny.Blondyn przyciągnął mnie do siebie i przytulił.Poddałam się.Odsunęłam się od chłopaka i spojrzałam na niego z ciekawością.Zączął
-Czy ty naprawdę chcesz stracić taki dar?-Starał się być przekonujący.Ochłonęłam po czym odpowiedziałam spokojnie.
-A co to za dar przez który cierpię ? Ja takiego czegoś nie chcę,to nie jest dar to jest przekleństwo przecież!!!-Cały czas starałam się być spokojna ale tym stosunkiem do sytuacji rozgniewałam mojego "bohatera"
-Ty nie rozumiesz że tego już nie cofniesz?Tylko tchórz chce się zabić!!!-Po tych słowach nabrałam niechęci do chłopaka.
-Co ty sobie wogóle sobie myślisz do cholery!Znasz mnie ?Znasz życie?Tu cię rozczaruję!A teraz wyjdź zanim powiem coś czego byś nie chciał-Stał dalej.
-NO WYJDŹ!-Chłopak zostawił zakupy i wyszedł.Po chwili położyłam się na łóżko i cicho płakałamPo dłuższym czasie uspokoiłam się i podeszłam do niewielkiego okna z którego był widok na parczek przy szpitalu.W tym momencie była burza i jednocześnie świeciło słońce.Był to dla mnie niesamowity widok.Po chwili burza minęła a jej miejsce zastąpiła piękna tęcza dzięki czemu po dłuższym czasie delikatnie się uśmiechnęłam.Zastanawiałam się nad swoim życiem.Mogłabym żyć ale w jaki sposób?Kradłabym?Nikt mi przecież nie pomoże.Nie chce mnie nawet moja własna ciotka.Dalej wpatrywałam się w tęczę.Może życie jest jak ta pogoda?Po burzy następuje tęcza.Myślałam nad słowami chłopaka...może naprawdę jestem tchórzem?.Zatracałam się w bólu nie widząc barw życia.Usiadłam na parapecie i wpatrywałam się w okno poszukując sensu życia.....Jak to możliwe że zaczęłam patrzeć na życie z innej perspektywy,jakbym nie była sobą.Kiedyś bym zbeształa się w myślach za takie myśli,a teraz...takie nastawienie wywołała u mnie tylko jedna rozmowa z chłopakiem,chłopakiem który mnie uratował.Uśmiechnęłam się szeroko,wyciągnęłam jabłko z torebki od chłopaka i jedząc jabłko myślałam wciąż o wszystkim dobrym i złym...
******************************************************************************************************************************************************************
Cześć wam wszystkim ,weszłam tutaj na chwilkę,bo zaczyna się znów nauka.Za 8 dni będę cała dla was :D Bo mam ferię.Przepraszam za ten rozdział ;/
Dobranoc ;* Ps.Myśle,że jakoś was zainteresuję ten rozdział.Bardzo dużo pracy w tym było <33 Komentujcie! To motywuję...